piątek, 23 grudnia 2011. 15:58 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

W spojrzeniu lekarza dostrzec można było łagodność, dobroć, ale i zarazem upór oraz bezkompromisowe podejście do życia. Podkrążone oraz przekrwione ze zmęczenia oczy, głęboko osadzone w ciemnych oczodołach nadawały mu tajemniczy wyraz. Jego twarz była mapę przeżyć. Sukcesy i porażki, natężenie doznań całego bagażu doświadczeń nadały mu szlachetności i dostojeństwa. Jego oblicze nie potrafiło jednak ukryć smutku i strachu, jakie odczuwał w głębi siebie. Mimo młodego wieku gdzieniegdzie do zmierzwionych, kasztanowych włosów mężczyzny wkradały się srebrzyste pasma. Na pierwszy rzut oka można było dostrzec, iż ten człowiek jest zmęczonym życiem młodzieńcem, który przeszedł przez piekło, lecz mimo tego wyszedł on z niego obronną ręką.
W jednej chwili przypomniał sobie mężczyznę, którego ujrzał tuż przed swoim wypadkiem.
Był przekonany, że to ta sama osoba mimo jego lekkich różnic w wyglądzie oraz postawie. Rysy twarzy lekarza oraz jego postura były wręcz izomorficzne. Przez parę sekund stali tak w bezruchu. Mężczyzna w białym fartuchu obdarzył Sinnera spojrzeniem pełnym troski.
- Co pan wyprawia? Jakim cudem pan wstał? Proszę o powrót na łóżko - Lucius chciał coś powiedzieć, lecz nie był w stanie – niech pan nie mów tylko wraca na miejsce... raz, dwa. Jeszcze szwy panu popękają.
Słowa doktora wydawały się dość sensowne, lecz mimo to Sinner nie miał najmniejszego zamiaru go słuchać.
Czarnooki przekroczył próg pomieszczenia. Dziewczyna automatycznie cofnęła się do tyłu, po czym schowała za plecami Luciusa.
― Znasz go? ― Zapytał lekko odwracając głowę w jej stronę.
Eillen nic nie odpowiedziała. Chwyciła mocno jego ramię. Nie trudno było zauważyć, iż zrobiła to w obawie przed człowiekiem stojącym naprzeciw. Gdy zrobił następny krok ku nim, dziewczyna coś wymamrotała, lecz zbyt cicho, by Lucius mógł zrozumieć. Poczuł jak ciało dziewczyny drży w obawie, po czym schowała się całkowicie za jego plecami.
― Sonia Słoneczko to ja. Lex. Nie bój się.
Dziewczyna wyjrzała niepewne zza Sinnera.
― Sonia? ― Odwrócił się do niej ― Eillen? Co tu się dzieje?
„Słoneczko” to słowo zabrzmiało echem w jego czaszce. Wydawało mu się wręcz, że zapłoną żywym ogniem. Pytania jakie zadał nie były wszystkimi jakie chodziły mu po głowie, lecz nie chciał on wypowiedzieć ich całości by dać czas na odpowiedz, a zwłaszcza nie chciał zdradzać nagłego napływu emocji. Zaległa cisza, nikt nawet nie odważył się poruszyć. Sinner patrzył na nią z niedowierzaniem, ponieważ mimo, iż była przez ostatni czas jego najgorszym wrogiem zdołał jej zaufać, a teraz czuł się zdradzony. Nie był on w stanie sam sobie wyjaśnić, czemu opanowują go aż takie emocje, kiedy myśli o niej
― Wyjaśnisz mi to? ― Warknął, jednak gdy nie usłyszał odpowiedzi, odwrócił się do stojącego za nim lekarza. ― A może ty?


***


Napastnik chwycił Lexa za koszulę i podniósł go do góry. Wszytko działo się tak szybko, zdecydowanie za szybko. Mężczyzna nie był przystosowany do tego typu ekstremalnych sytuacji mimo, iż ostatnimi czasy zdarzało mu się sporo nieprzyjemnych chwil. Jego serce przyspieszyło, nie tak jak wtedy, gdy zabił po raz pierwszy w obronie własnej, aczkolwiek jego poziom adrenaliny wzrósł do dość wysokiego stopnia. Był gotów odpowiedzieć na prawie każde pytanie, gdyby nie fakt, że jego krtań zacisnęła się i uniemożliwiała mu wydawanie dźwięków.
― Odpowiedz albo zginiesz ― Usłyszał, lecz nie mógł wydobyć z siebie słowa. Na twarzy nieznajomego malował się gniew wspierany przez krople zazdrości, które dopełniały obraz grozy.
Sonia z błagalnym spojrzeniem chwyciła rękę napastnika, po czym chwilę milczenia rozdarł jej krzyk rozbrzmiewający w sklepieniu.
― Proszę nie rób krzywdy mojemu bratu!
Tym razem Lex ujrzał nutę zdziwienia na twarzy mężczyzny oraz lekką ulgę co spowodowało uczucie zdezorientowania. Puścił czarnookiego, ten przez chwilę, w milczeniu patrzył na napastnika w tym czasie jego serce wróciło do normalnego rytmu. Znów uratowała go młodsza siostra. Mężczyzna poczuł się upokorzony bardziej niż kiedykolwiek. Lex poprawił sobie ubranie po czym odparł.
― Nie wiem kim jesteś, ale to nie jest już liceum, gdzie ludzie tacy jak ty mogą się znęcać na innych. Mogę cię zaskarżyć za naruszenie mienia.
― Nie wiesz kim jestem ? ― Parsknął ― Ostatnio jak się widzieliśmy to doskonale wiedziałeś.
― Nie wiem o czym mówisz. Operowałem cię, uratowałem ci życie.
― Teraz będziesz mi wciskał, że to był twój zły brat bliźniak, który mieszka w piwnicy, a może klon wyprodukowany na statku kosmicznym ? ― Mówiąc to mężczyzna wyglądał jak szaleniec. Jego źrenice były zmniejszone a ciało drżało w złości.
― Przestańcie już proszę. Lucius to Lex, mój brat ― Tu wskazała na napastnika ― Lex to Lucius, niezrównoważony kolega z pracy.
― Niezrównoważony? ― jego twarz znów przybrała groźny wyraz ― Czy ktoś w końcu wyjaśni mi co tu się do cholery dzieje?
― Lucius chce byś poszedł z nami, wtedy odpowiemy na wszystkie twoje pytania, dobrze?
― Eillen… Sonia czy jak tam masz na imię nie jestem przekonany czy mogę wam… tobie ufać. Może mnie zaprowadzisz do lasu i zgwałcisz, w końcu jestem taki przystojny, nie zdziwiłbym ci się. A tak na serio to nigdzie nie idę zanim się nie dowiem czego chcecie.
― W takim razie wybacz mi.
― Za co?
Dziewczyna niespodziewanym ruchem dłoni ogłuszyła Luciusa. ― Za to
― Zaczynasz mnie przerażać siostro.
Sonia spojrzała pogardliwie na brata.
― Bierz go! ― Zakomenderowała.
Postać dziewczyny wydała mu się przerażająca,  posłusznie wiec wykonał jej rozkaz.

Seentia for life
wtorek, 29 listopada 2011. 16:34 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Teraźniejszość


Lucius obudził się w szpitalu, gdy starsza pielęgniarka w biały fartuchu wyjmowała mu rurkę od respiratora z ust. Usłyszał słowa, które prawie wywołały w nim ten sam dreszcz co poprzedniego dnia. Kobieta o łagodnym głosie, oraz naznaczonej twarzy przez czas oznajmiła mu, iż stracił tyle krwi, że od śmierci dzieliły go zaledwie cztery minuty. Co prawda był on urodzonym ryzykantem, a jego motto przez większość życia brzmiało „dzień bez ryzyka to dzień stracony”. Ale po tym wszystkim co przeżył te słowa wywarły na nim pewne piętno.
Białe ściany przytłaczały go, a gdy długo się w nie wpatrywał zdawały się one przybliżać, lecz nie robiło na nim to wrażenia ponieważ zdawał sobie sprawę iż jest to niemożliwe, nie miał zamiaru uciekać czy też bać się, że zaraz sufit na niego spadnie lub ściany złapią go w swe sidła. Czuł się jak osoba umysłowo chora przebywająca w izolatce na oddziale psychiatrycznym, ale pokrótce zdał sobie sprawę, że to jedynie efekty działania narkozy. Kobieta patrzyła na niego z politowaniem w oczach.
―Wszytko będzie dobrze. Miał pan połamane żebra, w taki sposób, ze stanowiły one niebezpieczeństwo dla pańskiego zdrowia, dlatego też musiał pan przejść operacje, ale niech się pan nie martwi wszystko przebiegło zgodnie z planem.
― Nie jestem zmartwiony, po prostu nie lubię szpitali i narkoza daje mi w kość.
― Niech się pan cieszy, że jeszcze działa, bo gdyby nie to ból mógł by być wręcz nie do wytrzymania.
―Uśmiechnąłbym się, ale chyba przestaje działać i gdy poruszam mięśniami twarzy całe ciało mnie boli…
―Niech pan odpoczywa.
Pielęgniarka wyszła zostawiając go samemu sobie. Niedaleko niego, na ścianie wisiało lustro, nagle przypomniał sobie obrazy z jego snu, który miał, gdy zemdlał przy Eillen, ale nie pamiętał go całkowicie zaledwie ciemność otaczającą go oraz jego pokiereszowane ciało, dlatego w pierwszej chwili zastanawiał się czy podejść do zwierciadła. Przerażał go fakt, że nie był pewien co tam ujrzy oraz czego się spodziewać ani tego jak to przyjmie, lecz w drugiej chwili, po głębszym zastanowieniu postanowił wstać i podejść do lustra, chciał wiedzieć.
Jego twarz była nieco pokaleczona, ale cała nic nie zmieniło się od momentu, gdy był w domu. Cieszył się jak dziecko, że jego krwawa wizja siebie okazała się nie prawdą. „Jedyna dobra rzecz w tym tygodniu” Pomyślał i wrócił na szpitalne łóżko.
Wzrok mężczyzny spoczął na drzwiach, zamarł. W ciszy przysłuchiwał się biciu swojego serca. Jego odpoczynek nie trwał jednak zbyt długo, gdyż do pomieszczenia wtargnęła Eillen. Rytm centralnego narządu układu krwionośnego Luciusa natychmiast został zachwiany.
W pewnym momencie niechęć do dziewczyny wydała się mu śmieszna. Pierwszy raz odkąd ją zna, ujrzał w niej kogoś więcej niż tylko przeciwnika, którego trzeba zgładzić jak najszybciej. Eillen przez chwilę stała w drzwiach w blasku słońca wpadającego przez szpitalne okno, promienie zatrzymywały się na jej kasztanowych lokach, przez co zdawały się one mieć barwę ognistą. Sięgały one jej do ramion, zakrywając delikatne arystokratyczne rysy twarzy dziewczyny. Miała brzoskwiniową karnację, jak gdyby wyciągniętą wprost z palety zachodzącego słońca, a jej oblicze promieniowało tajemniczym uśmiechem przypominającym fleur de luce*. Oczy niczym dwa szmaragdy połyskiwały dodając jej wdzięku. Wszystko w niej było idealne co wydawało się Sinnerowi wręcz nie zgodne z prawami natury, a każdy jej ruch niby doskonały, był sztuczny jak gdyby wyćwiczony.
― Eillen ― Podniósł się nieco ― Co cię tu sprowadza?
― No wiesz przywiozłam cie tu, wiec chciałam sprawdzić jak się czujesz. Zresztą trochę to moja wina.
―Co ty mówisz ? wcale nie.
― Przecież wiem, że jak ktoś się denerwuje to szybciej krwawi ― Usiadła na jego łóżku ― Śniło ci się coś może ?
― Nie.
― Na pewno ? Kilka razy dziś zemdlałeś. Może jednak coś ci się śniło?
― Może i mi się coś śniło, a czemu pytasz?
― Nie nic, tak tylko.
Lucius wstał.
― Co robisz?
― Wracam do pracy.
― Nie możesz, jesteś osłabiony, musisz leżeć.
― Idziesz ze mną ― Tu podszedł do drzwi ― Czy będziesz tu tak siedzieć?
Eillen tylko spuściła głowę na pierś, po czym westchnęła i ruszyła w ślad za nim. Nim Lucius zdążył chwycić za klamkę, drzwi stanęły przednim otworem. Naprzeciw niego stał mężczyzna. Gdy pierwszy raz objął go wzrokiem ujrzał w nim człowieka personelu medycznego, lecz kiedy przyjrzał się on mu bliżej zdał sobie sprawę, iż spotkał go wcześniej (...)

Seentia for life
niedziela, 13 listopada 2011. 15:41 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

24 godzinwy wcześniej


Mężczyzna kroczył środkiem drogi. Wokół nie znajdowała się żadna żywa dusza, mógł więc sobie na to pozwolić. Dźwięki jego eleganckich butów uderzających  o jezdnię rozbrzmiewały echem w pustych polach i lasach otaczających jego osobę. Panowała letnia ciepła noc. Gwiazdy migotały na wolnym od chmur, ciemnym niebie. Zewsząd dobiegała melodia wykonywana przez cykady zakłócana ujadaniem psa w oddali.
Mężczyzna ten nagle stanął. Miał na sobie czarny, długi płaszcz sięgający do kolan, jego poły powiewały poruszane wiatrem. Z minuty na minutę coraz bardziej się on wzmagał mierzwiąc jego kasztanowe włosy.
Po chwili ciemność rozproszyło maleńkie światełko znajdujące się na horyzoncie, odbijało się ono w jego czarnych oczach niczym dwa płomienie. Z upływem czasu było ono coraz bliżej. Kierowca samochodu gwałtownie zahamował, zatrzymując się tuż przed postacią w płaszczu.


****



Lucius wysiadł z wnętrza samochodu, był wielce zaskoczony zaistniałą sytuacją
― Niech pan zejdzie z drogi, nie będę powtarzał ― Mężczyzna w płaszczu stał nie wzruszony tymi słowami  ― Dobrze wiec przejadę po tobie!
Dotychczasowo nie poruszone  oblicze czarnookiego zmieniła wyraz, na jego twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech.
― Czekałem na ciebie Lucius
― Skąd wiesz jak mam na imię?
― Czekałem na ciebie - Powtórzył.
― Zaczynasz mnie drażnić. Albo zejdź mi z drogi abo powiedz czego chcesz.Nie odpowiedział. Twarz jego niknęła w mroku do momentu, gdy uczynił krok w stronę Luciusa. Jego czarne oczy nie miały blasku, wręcz mogło by się zdawać, że jest on jedynie marionetką w rękach szaleńca. Nagle pojawił się przenikliwy chłód, wiatr ustał, a cykady zamilkły. Sinner poczuł niepokój, bowiem był on przekonany, iż to co się dzieje nie jest naturalne. Zimny dreszcz przebiegł po jego plecach.
Nieznajomy ruszył w kierunku Luciusa z taką prędkością z jaką zwyczajny człowiek nie byłby w stanie się poruszać. Zatrzymał się paręnaście centymetrów przed nim. Kierowca oniemiał, poczuł jak dłoń nieznajomego zaciska się na jego gardle. Nie mógł wykonać żadnego ruchu, nie mógł się bronić.
― Spokojnie. Nie zginiesz tej nocy, mam dla ciebie inny plan.
W mgnieniu oka dotknął on Sinnera w czoło niczym anioł składający pieczęć naznaczonych. Ten upadł nieprzytomny.

W momencie, gdy otworzył on ponownie powieki spostrzegł, że siedzi za kierownicą swojej mazdy. Owładnęło nim przerażenie nie wiedział co się dzieje, gdzie jest i jak się tu znalazł.

Nagle na pustej drodze niczym z podziemi  pojawiła się ciężarówka. Mężczyzna był nadal oszołomiony nie zdążył więc w odpowiedniej chwili zareagować by uniknąć zderzenia. Czarna mazda RX-8 została zepchnięta z klifu, a jej bok został wgnieciony do tego stopnia, że tylko dzięki łutowi szczęścia udało się kierowcy przeżyć.
Odłamki szyb wbiły się w jego ciało po czym na ukoronowanie upadku gałąź o mało nie przebiła jego serca, lecz skończyło się jedynie na kilku połamanych żebrach. Mężczyzna o dziwo nie stracił przytomności. Auto dachowało kilka razy zanim wreszcie stanęło na czterech kołach. Lucius zakrwawiony, obolały, niewiedzą co właściwie się przed chwilą wydarzyło wysiadł z samochodu chcąc zaczerpnąć tchu. Jego szok wzrósł, gdy ujrzał jak jego ukochana mazda stanęła w płomieniach. Wkrótce po tym ciszę nocy rozdarł dźwięk wybuchu, wtem mężczyzna upadł na kolana, jego oczy zaszkliły się, lecz nie wydobyła się z nich ani jedna łza. Gdy odzyskał nieco więcej równowagi emocjonalnej wrócił on do swego domu na piechotę co nie było proste zważywszy na to iż znajdował się on kilka kilometrów od cywilizacji. Kiedy przekroczył próg mieszkania padł na ziemię z wyczerpania. (...)
Seentia for life
piątek, 11 listopada 2011. 19:56 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

― Nic ci nie jest? ― Zapytała dziewczyna pomagając wstać Luciusowi.
― Eillen*? A wyglądam, jak by mi nic nie było? ― Burknął spoglądając na nią jak na osobę niepoważną, po czym dodał ― Czego tu szukasz?
―Wezwę pogotowie.
― Nie waż się ― Chwycił ją za ramię resztkami sił ― Słuchaj mnie uważnie ― Zaczerpnął powietrza w płuca ― Wynoś się z stąd i nigdy, ale to nigdy nie wracaj.
― Nawet w takiej sytuacji unosisz się dumą ― Wyszarpnęła się z mocnego uścisku ― Głupiec!
Opierając się o ścianę powolnym ruchem dłoni mężczyzna sprawdził w jakim stanie się znajduje. Nie zdziwił go fakt, iż opuszkami palców wyczuł krew. Zaczął posuwać się ku łazience. Podczas przemieszczania pozostawił za sobą czerwoną smugę na ścianie. Ku zdziwieniu Sinnera dziewczynę nie zniechęciło jego nastawienie do niej, podążała za nim. Lucius wiedział, że Eillen nie spuszcza z niego wzroku, co w pewnym momencie wydało mu się dość przerażające choć sam nie miał pojęcia dlaczego.
― Eillen dejame en Paz*! ― Warknął w reszcie nie mogąc wytrzymać tej dziwnej sytuacji.
Te słowa nie wywarły na niej większego wrażenia, jedynie wzruszyła ramionami.
Mężczyzna z trudem otworzył drzwi, po czym jego wzrok spoczął na lustrze znajdującym się na przeciw. Sinner zachwiał się gwałtownie, aczkolwiek nie z przyczyny sporego ubytku krwi czy też widoku twarzy zalanej nią, ponieważ w jego branży często się to zdarzało więc był przyzwyczajony, ale z powodu plamy na jego podkoszulku. Z trudem go zdjął.
― Jeśli chcesz mi naprawdę pomóc ― Tu rzucił w dziewczynę biała tkaniną ―To wypierz go.
Eillen zmierzyła go groźnym wzrokiem. Miała coś powiedzieć, lecz w ostatniej chwili wycofała się.
― Dobrze ― Rzekła przez zaciśnięte zęby.
Lucius przymrużył oczy spoglądając na niewiastę. Jego wyostrzone zmysły wyczuły coś bardziej niepokojącego niż zwykle w jej postawie.
― Sprawdzałem tylko twoją reakcję ― Jego ton niespodziewanie zmienił się, zaczął przypominać potulną owieczkę podążającą za pasterzem. Wyrwał jej z rąk podkoszulek i rzucił go na kafelki po czym chwycił kobietę delikatnie za ramię i wprowadził ją do salonu.
Pokój ten był wystarczająco duży jak na jednego mieszkańca. Ściany miały barwę biało-zieloną, niczym przebiśnieg kwitnący wiosną otulony drobnymi listkami. Na podłodze lśnił zaś jasny parkiet, który był świeżo wypastowany, świadczył o tym intensywny zapach unoszący się w powietrzu.
Na wprost widniał szereg okien, a nad nimi malował się srebrny karnisz, na którym zawieszona była szarawa firanka. Zatrzymywały się na niej promienie wczesnego słońca co dawało niesamowitą atmosferę. Po prawej stronie na środku ściany umieszczony został klasyczny kominek, wykonany z ciemnego tworzywa, stał na nim niewielki posążek przedstawiający Amaterasu Chińską boginie słońca.
Na parkiecie niedaleko kominka znajdował się perski dywan, zakończony srebrnymi frędzlami, stała na nim kanapa z białej skóry oraz stolik ze szkła. Na nim zaś wyróżniał się flakon z biało-czerwoną różą. Po drugiej stronie pomieszczenia stał barek , nad którym wisiał obraz oprawiony w srebrną ramę, był on dość spory, a widniał na nim Armagedon, w jego centrum stał silnie zbudowany mężczyzna o rozmytych rysach twarzy, sama jego postać wypełniała serce przerażeniem. Wokół niego znajdowały się setki ludzi oraz krwawe wizje, w tle zaś można dostrzec było pustynię. W prawym dolnym rogu został uwieczniony napis „Azazel – demon pustyni, sprawca wszelkiego zła na ziemi”.
Szczególnie obraz ten przykuł uwagę dziewczyny, usiadła ona na kanapie przyglądając mu się uważnie.
― Mam dwa pytania… pierwsze czemu jesteś dla mnie taki miły, drugie co to za obraz?
― Namalowałem go kilka dni temu, pomysł sam mi wpadł do głowy podczas jednego ze snów, a co do drugiego to przeszłaś moją 'próbę' ― Dziewczyna spojrzała na niego wzrokiem, którego nie był w stanie zinterpretować więc dodał
― Byłaś skłonna wyprać tą ścierę... ja bym tego nie zrobił. I tak się zastanawiam czemu. Czemu mimo to, że jestem dla ciebie niemiły nadal tu jesteś.
― Przyszłam sprawdzić czy wszystko z tobą w porządku i moim zdaniem, nie jest. Po za tym nie chce mieć cię na sumieniu, dlatego nie zostawię cię samego.
― Wiesz co? Jesteś urocza, ale jak widzisz czuje się już świetnie.
―Tak? Jesteś ranny i o mało nie umarłeś. Gdybym nie przyszła, kto wie, co by się stało.
― Powtarzam, nic mi nie jest , pomogłaś mi tylko wstać.
― Jesteś poważnie ranny!
―Znowu zaczynasz mnie drażnić. Nie takie rany miałem i nie z takich wychodziłem. Nie potrzebuje ciebie tutaj, więc wyjdź, proszę cię wyjdź. Jeśli przyszłaś tu sprawdzić moją cierpliwość, to niestety oblałem, bo już dobiegła końca.
Mężczyzna usiadł na sofie obok dziewczyny i zamilkł.


****


Eillen czuła się nieswojo w jego towarzystwie, a nawet więcej czuła się zagrożona, mimo iż był on w okropnym stanie. Przez chwile zastanawiała się czy wyjść zostawiając go czy zostać i wyperswadować mu wrogość do swojej osoby. W ułamku sekundy przypomniała sobie cel przybycia, którym było uratowanie go przed zrobieniem czegoś głupiego, co w tym momencie zdawało się być unikanie szpitala. Postanowiła przerwać tę kilkuminutową ciszę.
― Posłuchaj, jeśli nie pójdziesz zemną w tym momencie do szpitala to ja cię tam zaciągnę siłą ― Przez kilka sekund trwała cisza ― Przestań się na mnie obrażać jak pięcioletnie dziecko.
Chwyciła go za rękę i delikatnie szarpnęła. Nie wywołało to żadnej reakcji z jego strony. Po upłynięciu następnych paru sekund zdała sobie sprawę, że Lucius jest zimny jak lód. Eillen wstała i przyklęknęła naprzeciw niego. Twarz jego była biała niczym ściana, oczy miał zamknięte, a z rany po jego lewym żebrem wydobywała się ciemna, gęsta krew. Kobieta nie mogła uwierzyć w to, że nie zdołała spełnić takiego prostego zadania. Zadecydowała, aby przenieść go do wozu, ponieważ zdawała sobie sprawę jak działa system karetek pogotowia. Tak też zrobiła, choć ten pomysł został okupiony naderwaniem paru jej mięśni, nie żałowała swojej decyzji gdy udało się jej dostać do szpitala w dość krótkim czasie.




* Eillen - Czyt. Ajlin
* Dejame en Paz (fr.)
- Zostaw mnie w spokoju.

Seentia for life
czwartek, 27 października 2011. 10:51 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Lucius niczym szaleniec wtargnął do posesji, nie zwracając uwagi na wszelkie niebezpieczeństwa, gotów zabić każdego na swojej drodze. Lecz gdy ją ujrzał, serce zadrżało w jego piersi, miał nieodparte wrażenie, że stanął twarzą w twarz z aniołem czystej krwi. Na środku ogromnego holu, stała kobieta o rudych, bujnych włosach połyskujących w świetle dnia, o rzucających ogromy błysków źrenicach, o białym gładkim czole oraz policzkach okraszonych delikatnym jak płatek róży rumieńcem. Patrząc na jej oblicze, zapomniał zupełnie o swojej misji, ale gdy spostrzegł, iż dziewczyna dzierży w ręku srebrny sztylet, otrząsnął się z zauroczenia i wyciągnął broń.
W Momencie wycelowania pokój wypełniło światło, na początku nieznaczne, lecz z upływem sekund stawało się ono coraz bardziej nie do wytrzymania, aż w końcu Lucius oślepiony upuścił colta i upadł na ziemię, zasłaniając oczy rękoma. Trwało to zaledwie paręnaście sekund, aż mężczyzna mógł podnieść powieki bez obawy o zdrowie, aczkolwiek dla niego była to wieczność.
Przetarł oczy i zdał sobie sprawę, że znajduje się w zupełnie innym pomieszczeniu. Miejsce to przypominało nowojorski biurowiec, a co gorsza uświadomił sobie , iż klęczy przed swoim celem. Kobieta spojrzała mu w oczy, wtedy jej drobne usta rozchyliły się w uśmiechu odsłaniając rząd białych perełek. Mogło by się zdawać, że  w tym momencie słońce wyjrzało zza chmur i wszystko wokół światłością oblało. Nieznajoma odwróciła się plecami do napastnika, nie zwracając na niego większej uwagi.
― Żegnaj ― Słowo to wydobyło się z jej ust, po czym wyskoczyła  przez jedno z okien, które znajdowały się naprzeciw.
Mężczyzna sam nie wiedząc czemu podbiegł do ościeżnicy.
― Nie rób tego! ― Lecz było już za późno. Spóźnił się o sekundę, tym większy ból zapanował w jego klatce piersiowej. Chwycił się skrzydła okiennego tak mocno ,że szyba pękła, ale nie przejmował się on ranami jakich doznał przez ten fakt, gdyż ból który odczuwał był o wiele większy. Spojrzał na dół nie mogąc nic poradzić. Dziewczyna zmierzała ku rychłej śmierci. Gdy nagle tuż przed upadkiem na beton, rozłożyła czarne niczym dusze z Hadesu skrzydła.


Lucius Sinner otworzył oczy krztusząc się krwią. Mimo ocknięcia się, nie był on w stanie rozeznać, gdzie się znajduje. Leżał tak w kałuży krwi, wpatrując się w nagie biszkoptowe ściany holu. Rozglądał się on co parę minut  wokół, niczym otępiałe zwierzę w konwulsjach. Gdy wreszcie wróciła mu świadomość, był osłabiony do tego stopnia, że nie mógł się podnieść o własnych siłach. Mężczyzna czuł jak staje się coraz bardziej zimny, a dusza powoli opuszcza jego ciało. Czuł, że nie może nic zrobić ― „To już koniec” ― Pomyślał, kiedy nagle poczuł drobną dłoń na swoim czole. Otworzył oczy, ku jego zdziwieniu ujrzał swojego najgorszego wroga, jak mu się wtedy zdawało. (...)

Seentia for life
wtorek, 25 października 2011. 18:59 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Mężczyzna dostrzegł klapę w podłodze. Odetchnął z ulgą, po czym chwycił za uchwyt ,  była ona skutecznie zamaskowana przez ciemność. Mark znalazł się w małej komórce, ściany i podłoga tutaj wykonane były z skalnych brył. Postanowił poczekać ― „W końcu nie będzie  szukała mnie wiecznie” ― Niebawem zasnął. Zupełnie zapomniał o księdze - zostawił ją pod stołem, w tej sytuacji nie była ona dla niego ważna, chciał tylko przetrwać.
Tym razem nie miał on wizji, a nawet nie pamiętał  swojego snu. ― „Gdyby było to coś ważnego, na pewno bym to zapamiętał. Może tak naprawdę tamten sen był zwykły a nie proroczy? I nie ma co się martwić, na pewno księgę już wzięła. Wrócę do domu i wszystko będzie dobrze” ― Pomyślał, podnosząc klapę i  rozejrzał się powoli, faktycznie księgi już nie było. Odetchnął z ulgą, po czym wyszedł z ukrycia. Pomieszczenie było puste, a w powietrzu unosił się zapach krwi i rozkładających się powoli ciał, proces ten przyspieszyła wilgoć, panująca w podziemiach.  Mężczyznę zemdliło, szybkim krokiem przeszedł  przez pobojowisko i podszedł do drzwi frontowych.
Mark zaczerpnął świeżego powietrza pełną piersią, patrząc na rozciągające się Zhōngguó*. Słońce jeszcze kryło się za horyzontem, w końcu był styczeń.
Witaj Mark ― Dobiegł głos zza jego pleców.
Mężczyzna odwrócił się.  Ujrzał  Naomi, która opierała się o chiński mur. Dzierżyła w dłoni sztylet, jej twarz zaś przybrała łagodny wyraz.
Słuchaj. Ja chciałam cię oszczędzić, ale oni się uparli… nie mogłam nic zrobić,  wiesz że musimy wypełniać polecenia. Nie jestem bez serca. Jesteśmy tymi dobrymi, ale ty nas zdradziłeś… ― Tu przerwała a jej głos zadrżał ― Naprawdę cię lubiłam, pracowaliśmy tak długo razem… ― Jej ton znów się zmienił, lecz tym razem na srogi ― Ale nie powstrzyma mnie to przed wykonaniem rozkazu.
Wysłuchaj mnie zanim zrobisz coś głupiego ! ― Odparł z odwagą choć można było dostrzec nutę paniki w jego tonie.
Owszem zaczekam, ponieważ chcę wiedzieć dla czego ― Tu zaczerpnęła głębszy oddech – Tyle nam zawdzięczasz, tyle jemu zawdzięczasz… jak mogłeś ?
Masz rację, ale przejrzałem na oczy. Jesteśmy… wy jesteście po złej stroni. Jeszcze możemy wszytko zmienić.
Nie pleć bzdur.
Myślisz że Bóg poświecił by tych wszystkich ludzi?
Mark doskonale wiesz, że to dla dobra wyższego. Oni byli wrogami, stali nam na drodze, oni zrobili by to samo z nami. Tak masz racje poświęciliśmy trochę owieczek, ale po to by uratować miliony innych. Czyż to nie zacny cel ?
Słyszysz co mówisz? To jakiś absurd! Otrząśnij się ! Jeszcze nie jest za późno.
Przestań to powtarzać. „Jeszcze nie jest za późno” ― Powtórzyła karykaturalnie po czym jej głos znów zaczął brzmieć groźnie ― Drażnisz mnie bracie. Owszem jest to koniec, dla ciebie. Abraxas*
Abraxas to oszust!
On jest najwyższym bytem i cokolwiek nie powiesz nic cię nie uratuję przed losem jaki widziałeś w swojej wizji ― Naomi szybkim ruchem dłoni ogłuszyła mężczyznę.






* Zhōngguó – Chiny
*Abraxas – To określenie najwyższego bóstwa w mitologii perskiej i gnostyckiej.

Seentia for life
środa, 24 sierpnia 2011. 22:03 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Podbiegła do dwóch najbliższych mężczyzn dotknęła ich twarzy po czym chwyciła jeden karabin przed upadkiem jego właściciela na ziemię. Naboje przelatywały nieopodal niej, tak blisko że można było dojść do wniosku iż jedynie opatrzność Boża mogła nad nią czuwać. Kobieta zabiła dziesięciu i naboje się skończyły, była zmuszona wypuścić broń z rąk. Rzuciła karabinem w postać stojącą naprzeciw niej. Mogła wszystkich uśmiercić z łatwością, wystarczyło by ich dotknęła, ale więcej satysfakcji miała z walki bez swoich „zdolności”. Chwyciła więc krzesło,stojące niedaleko. Uderzona nim kobieta upadła, a jej perłowo-krwawe zęby potoczyły się pod ścianę. W dłoni Ibis pozostał ostry drewniany kołek. Wbiła go w plecy ofiary dla pewności, że duch nie zamieszkuje już ciała. Po parunastu sekundach nikt nie został przy życiu.
Dziewczyna podeszła do każdego z osobna i kładąc monety na ich oczach wypowiadała następujące słowa: „In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti. Amen*” czyniąc przy tym znak krzyża, który w zaistniałej sytuacji mógł wydawać się bluźnierczy.
Nie spieszyło się jej, wszystko co robiła, czyniła powoli i dokładnie, wiedziała bowiem, iż kapłani nie żyją, więc nikt nie jest w stanie jej przeszkodzić w wykonaniu tego zadania. Niewiasta skierowała się w stronę schodów prowadzących w głąb ziemi, do salonu.
― Wyjdź, gdziekolwiek jesteś ― Rzekła chwytając się poręczy.
W pomieszczeniu zdawało się nie być innych żywych istot prócz niej samej.


****



Spadając za schodów, mężczyzna na krótką chwilę stracił przytomność. I właśnie wtedy doznał wizji: zginie z ręki Iblis, w tak okrutny sposób jaki żadnemu człowiekowi nie śniło się w najgorszych koszmarach. Jego twarz pobladła, a ręce zaczęły drżeć. Leżąc tak w bezruchu przypomniał sobie losowe epizody z swego życia i moment, w którym nie chciał współpracować z tą dziewczyną.
Mimo iż Naomi była młodsza od niego o 12 lat, postać dziewczyny napawała go strachem. Choć jej twarz wydawała się być słodsza niż miód, figurę miała niczym nimfa, a hebanowe loki, które spływały po jej ramionach nadawały jej łagodności to w oczach dziewczyny, w ich głębi można było dostrzec płomień gniewu godnego olimpijskich bogów i nieludzką siłę. Wydawała się  być kimś więcej niż tylko człowiekiem.
Mark wstał na równe nogi, do jego uszu docierał dźwięk trupów upadających na ziemię, co jeszcze bardziej wprawiło go w ponury nastroi. Ale jeszcze większy strach zawładnął nim, gdy zaległa cisza ― „Skończyła” ― pomyślał, co wyrwało go z pewnego rodzaju otępienia. A gdy w pomieszczeniu zabrzmiał odgłos jej kroków, mężczyzna spanikował i nie widząc innej możliwości, ukrył się pod stołem, niczym dziecko.
Wyjdź, gdziekolwiek jesteś ― Jej głos przyprawił go o ciarki.
Zimny pot pojawił się na jego czole, a serce wydawało się podchodzić do gardła ― „To żałosne, żeby dojrzały mężczyzna ukrywał się przed smarkulą„ ― Pomyślał.
Nie karz mi się bawić w chowanego ! ― Jej głos przybrał ostrzejszy ton - I tak cię znajdę, stąd nie ma ucieczki.
Zaległa cisza. Mężczyzna słyszał każdy krok, który stawiała dziewczyna, dzięki czemu mógł wywnioskować, gdzie się znajdowała w danej chwili; przeszła na około stołu i nagle przystanęła, po paru sekundach ruszyła dalej, aż w końcu doszła do przejścia prowadzącego do krypty. ― „Boże, niech ona tam wejdzie” ― Ugryzł się w rękę ― „Nie myśl o tym” ― W pewnym momencie mężczyzna sam uznał się za szaleńca, gdyż prześlizgnęło mu się przez umysł, że ona może słyszeć jego myśli. Wydawało mu się to bardziej obłąkane niż fakt, że jest zdolna zabić go bez większego trud. Naomi zniknęła za przejściem. Mark  na czworaka kierował się ku krawędzi stołu. Usłyszał jakiś dźwięk, dochodzący zza drzwi, przystanął więc i zaczął opracowywać plan działania. Nie był w tym najlepszy, wszystkim zajmowała się Naomi, on nie był w stanie zachować trzeźwość umysłu w krytycznej sytuacji. (…)






* n nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti. Amen – W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Seentia for life
niedziela, 21 sierpnia 2011. 00:37 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Wkroczył on do wnętrza krypty i chwycił artefakt, po czym oddał go Naomi. Wracali dokładnie tą samą drogą, i mimo to nie natknęli się na nikogo kto próbował by ich zatrzymać, a nawet ściany nie zaczęły się przybliżać, z sufitu nie spadły kolce. Naomi miała złe przeczucie co do tego poszło jej za łatwo, korytarze były nadzwyczaj puste. Słowa  „Cisza przed burzą” wciąż cisnęły jej się na myśl, co gorsza miała racje, tuż przy wyjściu wyłonili się jakby z pod ziemi ludzie odpowiedzialni za ochronię reliktu i bynajmniej nie znani byli oni z dobroci serc. Było ich trzydziestu. Naomi zdawała sobie sprawę, że musi sama stawić im czoła. Na kompana nie miała co liczyć, dlatego iż to ona była tu mordercą, a on zwykłym, słabym człowiekiem, którego trzeba chronić co powodowało, że stawał się on utrudnieniem. Mimo wszytko nie postanowiła go zlikwidować jak zwykle by uczyniła, gdyż jej intuicja podpowiadała by tego nie robiła. Przez parę sekund zastanawiała się jak do tego doszło, w końcu wpadła na fakt, że została zdradzona, a dla zdrajcy śmierć w kilka sekund to błogosławieństwo. Postacie w białych szatach zastawiły jedyne wyjście. Choć trzymali ich na muszce, dziewczyna myślała racjonalnie i wyjątkowo sprawnie jak na taką ekstremalną sytuację. W ułamku sekundy postanowiła zrzucić towarzysza z nóg i tak też uczyniła, rozległy się pierwsze strzały. Leżąc na ziemi kobieta wcisnęła w jego ramiona księgę i pchnęła mężczyznę do przejścia prowadzącego na kręte schody, ten sturlał się po nich. Dopiero wtedy mogła zabrać się do dzieła. Wizja krwawej rzezi  przeleciała przez jej mózg. W jej umyśle rozgrywały się sceny, przemyślenia, tysiące obrazów na sekundę cisnęło się do jej głowy układając starannie w plan działania. (...)

Seentia for life
czwartek, 18 sierpnia 2011. 14:04 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Cztery kule światła odbijające się na posadce zamigotały gwałtownie,‭ ‬po czym do pomieszczenia wtargnęła kobieta,‭ ubrana dokładnie tak samo,‭ ‬jak oczekujący mężczyzna.‭ ‬Długie ciemne włosy spływały po jej ramionach.‭ ‬Nie można było dostrzec twarzy żadnego z nich, ‬zza głębokich kapturów,‭ ‬które spoczywały na ich głowach.‭


***


― Dzień dobry. rzekła sucho.
― Nie wiem czy taki dobry. ― Mężczyzna podniósł głowę, lecz nie spojrzał w oczy Naomi* co wydało się jej nieco dziwne, wyglądało to jak gdyby coś ukrywał - dziewczyna od razu to zauważyła. ―Chcesz mi coś powiedzieć? ― dodała po chwili, a jej wzrok przybrał srogi wyraz.
Nie ! Zielone źrenice mężczyzny wcześniej błąkające szaleńczo po ścianach zatrzymały się w końcu na postaci kobiety stojącej naprzeciw Nie kradłem wcześniej to dlatego... denerwuję się.
Będzie dobrze Naomi poklepała kompana po ramieniu jeśli nam się nie uda to... tu jej przerwał to zginiemy w ogniu piekielnym.
Dziewczyna przez chwilę nie odparła nic, stała wpatrzona w niego niczym w najszlachetniejszy obraz, trwało to kilka sekund, po czym parsknęła dzikim śmiechem.
Nic nam nie będzie, obiecuję ci to. znów zrobiła się poważna Panikujesz niepotrzebnie.
Dobra róbmy co mamy robić i chodźmy stąd.
Niewiasta kiwnęła głową i w‭ ‬milczeniu zaprowadziła go do komnaty pilnowanej przez straż.‭ ‬Mężczyźni nie okazali zdziwienia napotykając zakapturzone postaci,‭ ‬wręcz przeciwnie nie zareagowali, gdy przeszli obok nich.‭ ‬Odsunęli się posłusznie odsłaniając drzwi,‭ ‬lecz kobiety to w pełni nie zadowoliło. Podeszła do jednego z nich.‭ ‬Delikatnie dłonią dotknęła jego twarzy,‭ strażnik ‬nie zdążył wydobyć z siebie jakiegokolwiek słowa.‭ ‬Pobladł tylko,‭ ‬a z jego oczodołów zaczęła wypływać gęsta,‭ ‬ciepła krew po czym cicho osunął się na ziemię.‭ ‬Kolejni strażnicy zdumieni tym co właśnie się wydarzyło,‭ ‬nie byli w stanie zareagować odpowiednio szybko,‭ ‬by zapobiec własnej śmierci.‭ ‬Padali jeden po drugim, pozwalając swojej krwi pokrywać podłogę purpurową posoką. Widok spowodował uśmiech na twarzy Iblis*.
A niech mnie dziewczyno ty to musisz być w raju jak masz okres.
Naomi zmierzyła go groźnym spojrzeniem.
Lubie widok cudzej krwi, nie swojej ― wyjaśniła, po czym spojrzała na swoje stopy tonące we krwi ― Cholera to były nowe buty. 
Nie marudź! Bierzemy ją i wracamy.
Zrewidował zwłoki w poszukiwaniu klucza,‭ ‬który pasowałby do zamka.‭ 
Cholera‭ … ― ‬Jęknął‭ ― Nie mogłabyś otworzyć tych drzwi?
Hmmm‭… ‬niech pomyślę‭… ‬Nie‭! ‬To dąb, nie bez powodu robi się z niego trumny‭…  ‬Może i znam parę ciekawych trików,‭ ‬ale nie jestem cudotwórczynią by pokonać dziesięciocentymetrowe święte drewno.
Trzymając koniec swojej‭ szaty by nie poplamiła się krwią ‬Naomi podeszła nieco bliżej ciał, przykucnęła.‭ ‬Przebiegła wzrokiem po płytach skalnych wokół ciał.
Tam ― Rzekła. Po czym wskazała ręką na nie ubrudzony krwią kawałek metalowego ostrza.
Mężczyzna sięgnął po nie.‭ ‬Klucz widocznie podczas upadku któregoś ze strażników musiał wypaść i wbić się w posadzkę,‭ ‬a krew przykryła go niczym płaszcz.‭ ‬Byłby niewidoczny,‭ gdyby nie mała czysta część, choć‬ dostrzeżenie tego można było nazwać cudem.
Jesteś wielka ―Uśmiechnął się.
Kobieta niewzruszona cofnęła i puściła szatę.‭ 
Nie,‭ ‬po prostu jesteś ślepy.‭ 
Idziemy?Zapytał i podszedł do drzwi po czym wsunął w otwór klucz,‭ ‬delikatnie przekręcając chwycił za klamkę.
Kiedy wrota stanęły otworem, dziewczyna w pierwszym odruchu‭  ‬zasłoniła oczy. ‬Z komnaty wyrwało się jasne światło,‭ ‬które nie tyle oślepiło co zdziwiło niewiastą.‭ ‬Pomieszczenie jaśniało choć lampa znajdująca się tam nie miała prawa świecić.‭ ‬Dziewczyna stała chwilę przed drzwiami dziwiąc się jak to możliwe.‭ Podeszła do przodu, ale zamiast iść w stronę książki ruszyła ku lampie.‭ ‬Naomi odwróciła się w stronę towarzysza i spostrzegła,‭ ‬że był on zdezorientowany jej postępowaniem,‭ ‬ale mimo to milczał.‭ ‬Widziała również strach w jego oczach spowodowany wejściem do środka krypty.‭ 
Gdy zbliżyła się do lampy,‭ ‬wywarła nacisk na płyty podłogowe,‭  ‬po czym siedząca postać pokryta kurzem i pajęczynami poruszyła się.‭ ‬Dziewczyna natychmiast zrobiła krok do tyłu,‭ ‬nie widziała jeszcze czegoś takiego.‭ ‬Rycerz uniósł się do pozycji pionowej i uderzył w lampę żelaznym mieczem, co spowodowało jej kompletne zniszczenie.‭ ‬Małe srebrzyste kuleczki tworzące paliwo lampy spadły na ziemię i poturlały się w wszystkie strony,‭ ‬po czym zniknęły w mroku.‭ ‬Dziewczyna zamiast skupić się na tym po co przyszła zaczęła szukać kuleczek,‭ ‬lecz nie znalazła żadnej jak gdyby rozpłynęły się w powietrzu.
Widziałeś to‭? 
Tak piękne‭… Naomi ‬bierz księgę i wynośmy się stąd.
Powiedziałeś Naomi? Dawno nikt tak do mnie nie mówił. Teraz nazywam się Iblis, ale myślę że to wiesz ― Dziewczyna podeszła do postumentu, lecz ku jej zdziwieniu nie mogła dotknąć księgi, jakaś siła powstrzymywała ją ― cholera ― Jęknęła pod nosem.
Czyżbyś nie mogła jej podnieść ? 
Ja mogę wszystko, tylko daj mi chwilę.
Nie bez powodu kazali mi iść wraz z tobą i nie bez powodu nazywają cię Iblis. Te napisy na ościeżnicy, których nie da się już odczytać głoszą, że tylko osoba o dobrym sercu może podnieść księgę, czy jakoś tak. Tak dla wyjaśnienia pod nią znajduje się symbol, który cię do niej nie dopuszcza ― na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech ―  Ups chyba po drodze zgubiłaś gdzieś siebie. Więc podnieść ją, czy pomóc ci poszukać człowieczeństwa? ― podszedł do niej i zapukał w jej czaszkę ―  które na pewno gdzieś tam jest.
dziewczyna odepchnęła jego dłoń ― Podnieś ją! 
(...)







*Naomi - he. moja słodycz
*Iblis - Jedno z imion Szatana.
Seentia for life
środa, 17 sierpnia 2011. 23:42 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

"Ptak wykluwa się z jajka. Jajkiem jest świat. Kto chce się urodzić, musi świat zniszczyć. Ptak leci do Boga. A imię Boga Abraxas."
Hermann Hesse, Demian

Czasy współczesne


Kamienną kryptę spowijał tajemniczy blask, przywodzący na myśl końcowy etap narodzin nowej gwiazdy. Stałe oświetlenie zapewniała jej duża, kryształowa kula zamocowana przy suficie. W jej wnętrzu można było dostrzec wysoki, turkusowy płomień, którego aura spektakularnie odbijała się na żelaznej zbroi posągu usytuowanego nieopodal jednej ze ścian. Postać ta w prawej dłoni dzierżyła miecz wbity w ciemne płyty podłogowe. W centrum pomieszczenia na specjalnie wykonanym postumencie leżała księga. Był on imitacją greckiej kolumny, które podtrzymują świątynie Zeusa, lecz zamiast owalnego korpusu widniały tam dwa splecione za sobą węże wijące się ku górze, na których łbach spoczywała kwadratowa płyta. Wszystko to wykonane było z błyszczącego, jasno brązowego granitu. Sama księga zdawała się pamiętać zamierzchłe czasy wygnania ludzkości z raju. Oprawa wykonana została z ciemnej skóry, na której można było odczytać napis: „Liber salvationis‭*”. Nieco niżej umiejscowiona została dość spora, czerwona pieczęć wykonana z krwi baranka, w której wnętrzu została zapisana liczba‭ „144”, a po bokach hebrajski napis "ש לי אמונה*", powtarzający się kilkukrotnie. Pod nią na postumencie umieszczony został tajemniczy znak stworzony z koła, heksagramu‭* i kilku dziwnych symboli. Zaskakujący był fakt, że mimo iż pas ze skóry, który ją okalał, był wykonany w dość prymitywny sposób, nikt nie zdołał jej otworzyć. Na przestrzeni wieków każda próba poznania tajemnic ukrytych w księdze kończyła się śmiercią śmiałka, który próbował tego dokonać. Księga leżała w krypcie od dwóch wieków, a przez cały ten czas nikt nie śmiał nawet do niej wkroczyć. Postument zwrócony był frontem w kierunku monumentalnych drzwi ― składały się one z dwóch ogromnych skrzydeł połyskujących ciemną barwą, rozpościerały się one niczym u kruka wzbijającego się w niebo. Wykonano je z dębu mamre‭*, mimo to nie uniknęły one naznaczenia przez czas ― pociemniały i nic nie zostało już z czasów ich dawnej świetności. Ościeżnica miała barwę srebrzystą, a wypalone na niej słowa przypominały koptyjski, jednak były zbyt zniszczone, by można było je odszyfrować. Drzwi były zablokowane od zewnątrz. Nieopodal nich stali niezłomni strażnicy — czterech postawnych mężczyzn uzbrojonych w broń ręczną oraz maszynową. Komnata była chroniona przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Od wejścia do pomieszczenia wiódł długi korytarz, prowadzący do niewielkiej komory, tylko na pozór zakończonej ślepą uliczką. Aby wejść trzeba było znać odpowiednią sekwencję, a później wystukać ją na nieco wystających cegłach, które po naciśnięciu odsłaniały przejście do gabinetu. Nie wyglądał on nadzwyczajnie, kilka regałów wypełnionych książkami, biurko, krzesło i czarna kozetka, nad którą wisiał dość makabryczny obraz. Płótno przedstawiało pochód zmarłych, podobnie jak w hymnie „Dies irae” potępieni zlewali się ze sobą, ot krwawa masa, błagająca o litość, a z grymasów jakie widniały na ich twarzach można było odczytać ból jakiego doznawali. Pokój rozświetlało jedynie blade światło lampy wiszącej u sufitu ― w pomieszczeniu nie było okien. Po prawej znajdowały się drzwi, kryjące za sobą słusznych rozmiarów salon. W samym centrum znajdował się ogromny, podłużny stół, przy którym stało dziesięć odpowiednio do niego dobranych krzeseł, niedaleko nich stał wysoki mężczyzna odziany w białą szatę ― Bezdźwięcznie poruszał się po pomieszczeniu, jedynie jego płaszcz, gdy chodził tam i z powrotem, sunął z cichym szelestem po gładkim kamieniu. W jego postawie dało się dostrzec zdenerwowanie. Ciemne, marmurowe płyty podłogowe odbijały światło żyrandolu oraz niepokojącą postać obecnego. (...)








*יש לי אמונה – Miejcie wiarę.
*Liber Salvationis – Księga zbawienia.
*Heksagram – Gwiazda Dawida w kole
*Mamre –Według Biblii - miejsce (miejscowość) pobytu Abrahama oraz Izaaka. W pobliżu jaskini Machpela, gdzie zostali pochowani. Mamre to miejsce zawarcia przymierza między Bogiem Jahwe i Abrahamem. Za jego czasów w Mamre rósł gaj wielkich drzew  dębów, gdzie patriarcha ten zbudował ołtarz dla Jahwe.Przed zagładą Sodom i Gomory pod jednym z takich drzew Abraham ugościł aniołów, oraz usłyszał obietnicę Jahwe, że Sara urodzi mu syna (Rdz 13:18; 18:1-19; 35:27; 49:29-33; 50:13).

Seentia for life


Szablon i HTML wykonała Megami
Pobrano z Fringue
Dopasowany do serwisu Mylog.pl


Historia
Nie zapomnij

Spójrz
Wpisz





2011
sierpien (4)
październik (2)
listopad (3)
grudzień (1)